Dzień dziewiąty 31.08.2015 Kołobrzeg – Rewal – Dziwnówek

Mamy już lipiec! Niesamowite jak ten czas leci. To pewnie najczęściej pojawiające się zdanie na blogach na całym świecie. ;-) Ale na szczęście nie jest tak żebym nie pisała nic zupełnie i Pan Rower też jest aktywny, więc nowe zdjęcia i wpisy docierają (mam nadzieję) do wszystkich zainteresowanych. A jeżeli uważacie, że kogoś może zaciekawić moja wyprawa po polskim wybrzeżu albo po szlaku Greend Velo, którą mam w planach to koniecznie podeślij mu link do bloga i zaproś do polubienia Pana Rowera. :-) Będziemy wdzięczni!

Dzisiaj mamy sobotę. Wietrzny i deszczowy dzień. Lipcowy podobno. Miałam iść na rower, odpocząć od komputera, z którym obcuje od poniedziałku dosyć intensywnie. Że powinnam odpocząć powtarzam sobie od rana, bo wczoraj od 5:00 ślęczałam przed ekranem… a potem zastanawiam się czy tak kiepsko wyglądam przez chorobę, czy przez gapienie się w ekran? Chociaż samo gapienie się pewnie nie bywa tak męczące. Dzień jednak długi a ja już dawno powinnam skończyć ten wpis, więc zamiast odpoczynku zasiadłam przed komputerem i gorączkowo myślę co napisać na temat dziewiątego dnia mojej wyprawy rowerem po polskim wybrzeżu. Dlaczego gorączkowo? Bo patrzę w mój kajecik z notatkami i widzę datę oraz trzy zdania. Uwaga cytuję: „Kołobrzeg – Dziwnówek. Na liczniku 60 kilometrów! :-) Super ścieżki i daliśmy czadu od rana do wieczora. Spanie w domu u Pana. Pobierowo – bardzo ładne miejsce”. Gdybym żyła w czasach przed wojną albo w czasie drugiej to pewnie dobrze bym się spisywała jako telegrafistka. I grypsy też całkiem dobrze by mi wychodziły. ;-) Serio, to wszystko co napisałam! Dobrze, że mam filmy. Dla porównania mogę pochwalić notatkę z poprzedniego dnia, która zajmuje całą stronę w zeszyciku. Ale skoro podjęłam się pisania tej relacji to zamierzam ją dokończyć, więc zabieram się za pisanie! Mam też motywację aby skończyć relację w lipcu, najpóźniej w sierpniu, bo przymierzam się już do kolejnej wyprawy. Chciałabym tylko żeby ktoś te moje wypociny przeczytał kiedyś. Dajcie znać w komentarzach jeśli czytacie. ;-)

Wspomnę jeszcze tylko, że to nie koniec mojej „gorączki”. Ręce dopiero mi opadły gdy zobaczyłam galerię zdjęć z dziewiątego dnia! Te 60 kilometrów (dokładnie 62) najwyraźniej sprawiło, że ani nie miałam siły pisać ani robić zdjęć. Oj ubogo będzie w tym wpisie z fotkami, wybaczcie. Ale nadrobimy z Panem Rowerem, bo ostatnio z Rowerowoblog pojawiliśmy się też na INSTAGRAMIE. :-)

Ależ długi wstęp! Śpiesznie więc zabieram się do wyjaśnienia tych zawiłych notatek, które przed chwilą Wam przepisałam prosto z mojego zeszyciku wjazdowego. Z Kołobrzegu ruszyliśmy nad ranem szybko pokonując trasę do Mrzeżyna, przejeżdżając przez Dźwirzyno (uwielbiam te nazwy ;-)). Ten odcinek drogi R-10 to kontynuacja pięknej, gładkiej ścieżki rowerowej, która prowadzi nas od Ustronia Morskiego. Dobre warunki do przejechania nawet dla mniej wytrwałych rowerzystów. Za Mrzeżynem ścieżka prowadzi nas jeszcze kilka kilometrów po czym wjeżdżamy w las i kontynuujemy równie uroczą, przeważnie utwardzoną leśną ścieżką. W leśnym klimacie jesteśmy cały czas jadąc w stronę Pogorzelicy, ale niestety grunt pod kołami zmienia się w nieco mniej przyjazny dla roweru, bo oto przed nami rozciąga się droga z kocich łbów! Jadąc masz nadzieję, że to nie będzie trwało zbyt długo, bo ani twoje ręce ani głowa nie mają ochoty na taką trzęsawicę, ale innej drogi nie ma. Na szczęście odcinek ten nie jest pod górę i jakoś poszło aż dojeżdżamy nad wysokie wydmy aby odpocząć i popatrzeć na piękne morze. Pogoda jest idealna! Może nieco ciepło, ale wiatr przyjemnie chłodzi, morze szumi, bardzo tęsknie za tymi widokami. Okazuje się jednak, że to nie koniec kociej drogi, więc dzielnie pokonujemy kolejne kilometry. morze1 kolor2Dojeżdżamy do Pogorzelicy gdzie naszym oczom ukazuje się magiczna kolejka, super ciuchcia z dzieciństwa należąca do Nadmorskiej Kolei Wąskotorowej. Zastanawiałam się czy nie skorzystać z okazji i nie pojechać nią, bo przewozi również rowery, ale zdecydowałam, że odpoczynek w pociągu już był i przejażdżka została odłożona do następnego razu. Za to ścieżka, którą jechaliśmy wzdłuż torów prezentowała się doskonale i warto było nią przejechać na własnych, dwóch kółkach. :) Szybko minęliśmy Niechorze i zostawiając w tyle asfaltową ścieżkę, drogą ruszyliśmy dalej obierając kierunek na Rewal. Mało ruchliwa, asfaltowa droga przyjazna dla rowerzystów. Nadmorskie miasteczko przywitało nas tarasem widokowym oraz spacerującymi po całym dniu plażowania grupkami ludzi. Szybki obiad i dalej w drogę. Do Dziwnowa 18 kilometrów, do Międzyzdrojów znaki pokazują 48, więc plan jest taki aby dojechać te 18 i szukać noclegu. Przez Trzęsacz i Pustkowo dojeżdżamy do urokliwego Pobierowa. Bardzo polecam to miejsce, bo ma wyjątkowy klimat i wyróżnia się na tle wszystkich odwiedzonych dotychczas mniejszych nadmorskich miejscowości. Co zresztą zaznaczyłam w dzienniczku wyprawy, a jak już wspominałam tego dnia niewiele więcej tam napisałam. ;-) Musicie mi wierzyć na słowo albo przekonać się sami na miejscu, bo zdjęć nie mam a niewiele też udało mi się zarejestrować kamerką z tego uroczego miejsca. DSC017622Trochę już zmęczeni, ale grunt, że nadal zadowoleni, resztkami sił dojechaliśmy do Dziwnówka gdzie udało nam się znaleźć nocleg u „miłego Pana”. Sądząc po zaskoczonej minie żony nie mieli już chyba planów przyjmować gości, ale ku naszej radości zrobili wyjątek dla strudzonych drogą rowerzystów. Przy okazji, dzięki nam zaliczyli dobry uczynek na koniec wakacji i zarobili kilka groszy. ;-) Nocleg bardzo przyzwoity choć nie zapisałam nawet ile nas kosztowała ta przyjemność. Widać zmęczenie zwaliło mnie z nóg i poza kolacją i kąpielą przed snem nie zrobiłam, nie zapisałam ani nie uwieczniłam już nic więcej. mapka 9 dzienmpakaTe 62 kilometry były bardzo satysfakcjonujące dla naszego teamu biorąc pod uwagę, że był to już 9 dzień naszej wycieczki. Z jednej strony już wprawieni w pakowaniu, zahartowani na wszelkiego rodzaju warunki od piachu i błoto po wiatr w twarz, a z drugiej z otarciami na tyłeczku i po kilku dniach w podróży. Pomimo to wciąż uśmiechnięci i wytrwali w pedałowaniu do celu. :) Nie zakładaliśmy robić więcej niż 45 kilometrów dziennie a w praktyce wyszło na to, że czasem warunki nie pozwalały nam nawet na wyrobienie tej założonej formy (poczytaj moją relację dzień po dniu). Ale ponieważ z założenia miał to być również wypoczynek i pewnego rodzaju rehabilitacja dla nas, nie próbowaliśmy na siłę zwiększać tego dystansu. Tym bardziej cieszył nas ten dystans i świadomość, że damy radę w ciągu zaplanowanych na wyprawę dni przejechać do celu czyli Świnoujścia. licznik dzien dziewiaty 31.08.15

Dziewiąty dzień wycieczki po polskim wybrzeżu spędziliśmy przede wszystkim jadąc, mniej było przystanków i oglądania. Przygód i przeszkód brak. ;-) Był to dzień bardzo słoneczny i udany, praktycznie jak większość ze spędzonych wtedy nad Bałykiem. Cieszyliśmy się, że po błądzeniu i piachu w pierwszych dniach przygody mamy trochę radochy z szybszej i mniej wymagającej jazdy, pozwalającej na rowerowy odpoczynek.

Przejechanych: 62 km

Trasa: Kołobrzeg –Rewal – Dziwnówek

Nocleg: Tym razem trudny do zidentyfikowania ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s